Wydawnictwo TEST - skok do strony głównej
założone w Lublinie w roku 1988
historia
katalog
serie wydawnicze
nowości
galeria
Polacy w Sankt Petersburgu



Wydawnictwo TEST
& Stowarzyszenie Pisarzy Polskich,
Lublin 2011
wydanie pierwsze
ss. 376, ISBN 978-83-7038-829-9
 Polacy w Sankt Petersburgu, wyd. TEST, Lublin 2011


Materiały zebrała i opracowała Teresa Konopielko
Redakcja tekstu, projekt graficzny oraz typograficzny,
skład i łamanie: Bernard Nowak, Wydawnictwo TEST
Projekt okładki i stron tytułowych: Tomasz Piotr Nowak
Wstęp i dobór materiałów oraz fotografie:
© by Teresa Konopielko & "Gazeta Petersburska"
Korekta: Ewelina Łukasiak
Drukarnia "Oprawa" w Łodzi, ul. Dowborczyków 17
Wydano staraniem Konsulatu Generalnego
Rzeczypospolitej Polskiej w Sankt Petersburgu
© by Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Rzeczypospolitej Polskiej



całość publikacji w pliku .pdf




 Gazeta Petersburska - winieta miesięcznika
Polski miesięcznik w Sankt Petersburgu


Encyklopedia Polonii Petersburskiej


  Ukazała się od dawna oczekiwana książka, która w pewny sposób podsumuje dzieje Polonii petersburskiej w ciągu ostatnich 25 lat: "Polacy w Sankt Petersburgu", wydana staraniem Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w SPb. Zawiera wypowiedzi autobiograficzne ponad 30 wybitnych postaci ruchu polonijnego w Petersburgu, a także dodatek ("Rozmowy, wspomnienia, informacje, dokumenty") uzupełniający obraz bogatej i różnorodnej działalności polonijnej w naszym mieście.

  Całość tomu zebrała i opracowała pani Teresa Konopielko, nazwana przez prof. Rajmunda Piotrowskiego «promotorem odrodzenia polskości w Sankt Petersburgu», obecny naczelny redaktor "Gazety Petersburskiej". Ona jest także autorką obszernego wstępu do książki "Przeżyjemy to jeszcze raz..." No właśnie, czytanie tej książki - to przeżywanie po raz drugi całej historii naszej "Polonii".

  Pani Teresa wspomina: "W prywatnym mieszkaniu w atmosferze ścisłej konspiracji (i ściany mają uszy) odbyło się pierwsze spotkanie kilku żyjących tu polskich obywateli – z petersburskim Polakiem (p. Władysławem Łapińskim). Podczas długich dyskusji powstała nazwa przyszłej organizacji. Potem były inne spotkania i rozmowy. Dołączyli się inni miejscowi Polacy, a także po prostu wielbiciele kultury polskiej. Powstało dwie pierwsze grupy języka polskiego dla dzieci. Później powstała grupa dla dorosłych, na pierwsze zajęcia do której przychodziło czasem do 70 osób. Nauczyciel był wszystkim – historykiem, księdzem, polskim kucharzem, śpiewakiem...

  Pierwsza wzmianka o nowej organizacji ukazała się w wileńskim "Czerwonym Sztandarze" i w miejscowej partyjnej gazecie "Leningradzkaja Prawda" od 27 kwietnia 1989 r. Zaczęła się praca nad statutem organizacji. Cały ciężar pracy organizacyjnej i technicznej wziął na siebie p. Bronisław Dzeń, który chodził po "korytarzom władzy" i rozmawiał z przestraszonymi urzędnikami, który nie mieli odpowiednich rozkazów z góry...

  SKO "Polonia" potrzymał wtedy Anatol Sobczak – pierwszy mer odradzającego się Petersburga. Z jego imieniem związane są pierwsze nasze sukcesy, przede wszystkim uwzględnił prośbę Stowarzyszenia o zwrocie wierzącym kościołów katolickich w mieście. Odpowiednie zgłoszenie skierowali do niego pierwszy prezydent SKO "Polonia" profesor Rajmund Piotrowski i pierwszy polonijny pasterz duchowny ks. Edmund Kapturkiewicz...

  Tyle wspomnień... Od tamtych czasów pozostało
u mnie zdjęcie (z prawej), na którym widać założycieli
naszej Polonii; są to kolejno (od lewej) -
Bronisław Dzeń, Wiesława Sawinowa,
Jadwiga Szymańska i z tyłu Teresa Konopielko
razem z Władysławem Łapińskim (on stoi, ona siedzi).

 Polonia w Sankt Petersburgu, początki

  Przyszedłem do "Polonii" trochę później, gdy już
pracowały kółka języka polskiego dla dzieci i dorosłych,
otwarta była też biblioteka. Trafiłem do grona dorosłych
uczniów, którymi się opiekowała pani Konopielko.
Od razu poddałem się urokowi naszej pani która według
określenia prof. Rajmunda Piotrowskiego "umiała łączyć
romantyzm celów z realizmem środków
". Później sam
zacząłem prowadzić w "Polonii" kółko literackie.

  W jednym ze swoich pierwszych wierszy pisanych po polsku, zwróciłem się do pani Teresy Konopielko z żartobliwym wyznaniem:

Gdy pośród polskiej dziatwy
Twe imię zaszeleści,
To wtedy jesteś światłem
I wtedy jesteś szczęściem...


  W 1989 roku powstało nasze pierwsze czasopismo polonijne "Polonus-L" (później, po zmianie nazwy miasta - "Polonus-S") drukowane na początku na powielaczu, które jednak dawało Polonusom możliwość wypowiedzi na nurtujące nas tematy, przede wszystkim – oświaty polonijnej. Nie brak było też artykułów politycznych i wierszy, w tym i polskich poetów miejscowych (Jan Sztern, Bronisława Pawluć i inni). Pani Teresa brała bardzo aktywny udział w obu "Polonusach", a także w powstaniu pierwszego od 60 lat wydawnictwa polonijnego w naszym mieście. Były to materiały Konferencji Mickiewiczowskiej w Nowogródku, wydrukowane na zamówienie Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska".

  Od samego początku istnienia "Polonii" byliśmy w kontakcie z poznańską i białostocką siedzibami "Wspólnoty Polskiej" i z organizacjami polonijnymi krajów nadbałtyckich. Pamiętne są przyjazdy do nas dwóch poetów z Wilna - Aleksandra Śnieżki i Aleksandra Sokołowskiego, a z Poznania - delegacji Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (poetka i działacz społeczny Ewa Najwer, poeta ks. Wacław Oszajca i inni). Stało się to początkiem długoletniej przyjaźni, która trwa do dzisiaj. Pierwsza książeczka naszej poetyckiej serii "Biblioteczka Lektur Polonijnych" - łagrowe wiersze Ewy Najwer "Ech, matuszka Rosja" - została wydrukowana w 1993 roku. Ale to już inna historia...

  Wracając do tematu, chciałbym zaznaczyć że właśnie Stowarzyszenie Pisarzy Polskich razem z wydawnictwem TEST przyczyniły się do wydania tej wybitnej książki, która ma zostać lekturą obowiązkową każdego Polonusa w naszym mieście. Zawiera nie tylko tak wiele ciekawych informacji o życiu polonijnym w Petersburgu ostatniego ćwierćwiecza, ale i przejmujące wypowiedzi ludzi - świadków i uczestników ruchu polonijnego w Petersburgu. Niektórzy z nich już odeszli: cześć Ich pamięci!

Anatol Niechaj
(Gazeta Petersburska, miesięcznik, nr 9 (135), 2011)

 Gazeta Petersburska - winietka

Wspomnienia do tej książki złożyli:
Natalia Aleksiejewa, Wanda Andrijewskaja, Andrzej Bendig-Wielowiejski, Wojciech Beszczyński, Walentyna Bełkowska, Sergiusz Bernadskij, Czesław Błasik, Irena Borodziula, Maria Budkiewicz, Lubow’ Czerniakiewicz, Swiełana Czernyszowa, Eugenia Czyżewska, Jerzy Downar, Jarosław Drozd, Alicja i Bronisław Dzeniowie, Stanisław Gasilin, Jerzy Gorczyński, Małgorzata Górska, Zoja Gromowa, Regina Klimontowa, Edward Koczergin, Tatiana Koladko, Teresa Konopielko, Swietłana Krasilnikowa, aria Krasnowa, Irena Kwiatkowska, Zofia Lipkina, Sławomir Lisowski, Alewtyna Łobodzińska-Aleksiejewa, Józef Michałkiewicz, Józefa Nikiforowa, Zdzisław Nowicki, Jadwiga Ostroumowa, Walentyna Perkowska-Gnatyszyna, Tamata Pietkiewicz, Jadwiga Pietrowska, Rajmund Piotrowski, Leon Piskorski, Adela Priwolniewa, Jarosław Rafalski, Anna Siewaszewicz, Eleonora Supren, Zbigniew Szening, Jadwiga Szymańska, Lilia Szyszko, Światosław Świacki, Włodzimierz Timonin, Walenty Witkiewicz, o. Ludwik Wiśniewski, Helena Wołoszyna.



Inne materiały, powiązane z tematem:

Dokument wideo

Chikadze Elena: Polacy w Sankt Petersburgu - problemy tożsamości,
Przegląd Zachodni, Poznań 1998, vol. 4, p. 15-52





Przeżyjmy to jeszcze raz

Dział czasopisma "Gazeta Petersburska:" - "polski mikrokosmos"

Specjalnie dla Gazety Petersburskiej Bernard Nowak

  Na przełomie grudnia 2011 i stycznia 2012 roku ukazała się książka: "Polacy w Sankt Petersburgu". To pierwsza tego rodzaju edycja w historii współczesnych Polaków nad Newą i bodajże pierwsza w krajach postsowieckich. Książka ukazała się w lubelskim Wydawnictwie Test pod kierownictwem znakomitego pisarza Bernarda Nowaka.


- (Redaktorka "Gazety Petersburskiej"): Petersburg i Lublin, to niby dalekie ale historycznie ciążące ku sobie miasta, także regiony. Polscy posłowie z ziemi lubelskiej zasiadali w pierwszej Dumie Państwowej Rosji, przy ich udziale był tworzony pierwszy rosyjski parlament. W Petersburgu jest też ulica Lublinskaja... Więc przeżyjmy to jeszcze raz!... Jak to było z książką o nas - i dlaczego Pan ją wydał, Panie Prezesie? Bo to nie pierwsza w Pańskim wydawnictwie pozycja związana z naszym miastem?

 Jarosław Drozd
Bernard Nowak: Pierwszą była "Jak bucik bez pary" Tamary Pietkiewicz, której wydanie to zbieg różnych, w tym niestety także tragicznych, związanych z katastrofą pod Smoleńskiem, okoliczności. Druga książka, opowiadająca o losach Polaków, którzy mieszkają dziś w Sankt Petersburgu, to dalszy ciąg rozpoczętej wówczas współpracy.
  To, że została wydana, zawdzięczamy dwóm osobom - niestrudzonej pani Teresie Konopielko oraz panu Jarosławowi Drozdowi (na fotografii z lewej), wówczas konsulowi generalnemu w Sankt Petersburgu. Teresa Konopielko przygotowywała tę książkę od lat, zbierając i częściowo publikując wywiady z polonusami w "Gazecie Petersburskiej", zaś Jarosław Drozd jest tą osobą, która zadbała o finanse, a także powiązała wszystkie nici, połączyła osoby współpracujące przy jej wydaniu. Nie sposób też pominąć wkładu pani konsul Olgi Kacperczyk, dobrego i dyskretnego duszka całego tego przedsięwzięcia.

  Dlaczego wydałem "Polaków w Sankt Petersburgu"? Ta książka się po prostu tym ludziom, jej bohaterom, temu środowisku należała... Wiem to dzisiaj, chociaż przyznam się, że gdy padła propozycja jej wydania, wyobrażałem sobie, że będzie miała trochę inny charakter - że będzie esejem ujmującym od kilku stron to wszystko, co dotyczy historycznej obecności Polaków w dawnej stolicy Rosji... i bardzo się do tej roboty zapaliłem. Gdy okazało się, że chodzi o współczesny Petersburg, czyli miasto, po którym krąży ciągle duch socjalistycznego Leningradu, wówczas piórka trochę mi opadły. No bo dotykać się znów socjalizmu, jego fetoru, miazmatów, totalitarnego smrodku... na to nie miałem ochoty. Zbyt dużo kosztowało nas wydobycie się z tego Kraju Krat, aby teraz do niego dobrowolnie wracać. Mogłem się przecież domyślać, na co natrafię... Kilka lat wcześniej widziałem film o Niemcach nadwołżańskich, a więc również diasporze, i do dziś pamiętam ich twarze - ludzi zniszczonych nie biologicznie, ale duchowo. Twarze może nie zidiociałe. ale nie tylko zdeformowane przez wódę: takie, na których widać to, co zrobiono z psychiką ich właścicieli. Był to widok przygnębiający - rysy "unicztożone", rozmazane, niemal pozbawione drugorzędnych cech płciowych... Dlaczego, myślałem sobie, nie mieliby ulec temu "zglajszachtowaniu" także Polacy, rasa biologicznie od Niemców słabsza, w dodatku słowiańska czyli tak zwana bratnia, a więc z natury predestynowana do tego, aby utonąć w silniejszym (choćby ilościowo) żywiole rosyjskim? Jeśli tak się stało, to nie chcę być tym, który dokłada ręki do udokumentowania smutnej sytuacji.

  Nie dzieliłem się tymi wątpliwościami z nikim, choć zastanawiałem się, jak wydostać się z niezręcznego położenia. W czasie, gdy o tym myślałem, zaczęły napływać pierwsze materiały. Czytałem je szukając potwierdzenia dla swoich uprzedzeń, tym silniejszych, że przecież nie jestem wolny od żywej i mającej uzasadnienie antyrosyjskości, nie mówiąc o otwartej wrogości do tego, co sowieckie. No i owszem, znajdowałem w wypowiedziach petersburskich Polaków fragmenty, które moje obawy potwierdzały, większe i mniejsze - choćby to było tylko przejmowanie typowo sowieckich pomysłów językowych albo nadmierny szacunek dla tytułów i partyjno-politycznej nomenklatury czy wreszcie czołobitność wobec ludzi z tytułami naukowymi. Poza tym część tekstów wydała mi się zbyt gładka, zanadto "zredagowana"... Odniosłem wrażenie, że pewna ilość osób dyskretnie pominęła albo zbyt łatwo przeszła do porządku nad tym, w jaki sposób uczestniczyła w sowieckiej rzeczywistości, w której przecież "trzeba sobie było jakoś radzić" - kto wie, czy nie pominięto też czasami przynależności partyjnej, nie wiem..., ale wiem, jak było w Polsce i spodziewam się, że w Związku Sowieckim mogło być tylko gorzej. Każdy z autorów wypowiedzi pisał, co chciał i jak chciał, bez jakiejkolwiek cenzury, zresztą niepotrzebnej, bo ta cenzura jest w nas, ma w naszych głowach swój maleńki pokoik - no i wychodziło, jak wychodziło... Także to nie zachęcało do udziału w tej wydawniczej przygodzie. Proszę mnie dobrze zrozumieć: daleki jestem od oceniania kogokolwiek!... Więcej: wiem, że stawianie oporu totalitaryzmowi to sprawa często ponad siły, chodzi tylko o prawdziwy obraz tamtych lat, który mógł wyłonić się z życiorysów i wywiadów, a który w moim odczuciu nie do końca się wyłonił. Jeśli jest tak, jak podejrzewam, znaczy to tylko, że podobnie jak w Polsce, tak i Polacy w Rosji stracili pierwszą, mam jednak nadzieję, że nie ostatnią okazję nie tyle do spowiedzi, co rachunku sumienia. Powtarzam: nie chcę wchodzić z butami w czyjeś sumienie, bo "któż mnie uczynił waszym sędzią", niemniej wiem, jak bardzo oczyszczająco by to podziałało na nie tylko petersburskie środowisko. W moim przekonaniu jest to zadanie tyleż niezbędne, co i trudne, przekraczające chyba możliwości pojedynczego człowieka. To jedno z zadań stojących przed narodem, jego sumieniem - a jeszcze bardziej przed depozytariuszami tego sumienia, pisarzami i poetami.

  W miarę zapoznawania się z materiałami obraz Polaków mieszkających w Sankt Petersburgu powoli się zmieniał. Czytając to, co napływało, widziałem coraz wyraźniej rzeczy inne...

- ...Wypowiedzi dotyczące życia petersburskich, ale i rosyjskich Polaków: świadectwa niełatwej historii miasta i kraju? Ale chyba także pokora wobec losów i wyzwań historii. Można też chyba mówić o polskim patriotyzmie... Jak Pan odebrał petersburską polskość rodaków?

Bernard Nowak:  Tak, ma Pani rację podsuwając inną perspektywę, ale i wytykając mi brak empatii, bo wgłębiając się w te życiorysy widziałem coraz wyraźniej to, co określa Pani mianem patriotyzmu petersburskich rodaków. Trudno było zresztą tego nie zauważyć - że brali na barki los, jaki im zafundowano, i starali się sprostać mu z doprawdy heroiczną godnością. W codzienne) walce z molochem bez twarzy fundamentalną rolę odgrywały i odgrywają dwa czynniki: właśnie patriotyzm i, tradycyjnie w polskiej historii, Kościół. Są to czynniki splecione ze sobą do tego stopnia, że nieraz trudno je odróżnić. Obydwa też charakteryzują się sporym, czasem wręcz nienaturalnym, bliskim kurczowemu, natężeniem. To jednak absolutnie zrozumiałe - bo sytuacja też była nienaturalna. Dla ludzi jak ja, mieszkających na stałe w Polsce, obydwa te czynniki nie występują w takim zgęszczeniu jak to ma miejsce nie tylko w Rosji, bo w każdym skupisku polonijnym na świecie, ale sądzę, że w Rosji gorączka polsko-katolicka musiała być wyższa, bo silniejszy, czasem dosłownie morderczy był nacisk czynników zewnętrznych. Katolicyzm i trzymanie się wizerunku Polaka-patrioty stanowił w Rosji warunek sine qua non; jego być albo nie być. Zachować odrębność, wierność wartościom uznawanym za polskie czy dać się wcisnąć pod wodę, zatopić w sowieckim morzu. To był ich puklerz, miecz i tarcza. Wczucie się w losy Polaków, zrozumienie tego, co się im przydarzało, z każdą stroną lektury uczyło mnie tego, o czym Pani wspomniała: pokory. Gdy zaś dzięki zaproszeniu pana konsula Drozda miałem możność spotkać się z Polakami osobiście, przejmowało mnie to ostrożnością i szacunkiem, bo trudno nie zauważyć, jak wielką cenę wielu z nich zapłaciło za to tylko, że deklarowali się być Polakami.

  To są sprawy stanowiące historyczny ciężar, z którym ciągle przychodzi się mierzyć. Nie jest to na szczęście wszystko, bo prócz historii mamy i teraźniejszość, tę po roku 1991, gdy rozpadł się ZSRR i wielu Polaków, szczególnie młodych, mogło opuścić okopy polskości i katolicyzmu - co nie znaczy zerwać, jednak być wobec tych wartości swobodniejszymi - i zająć się zwykłym, codziennym życiem. Wypowiedzi tych osób są dla mnie szczególnie cenne. Zaimponowało mi, jak wielu z nich robi w Rosji kariery naukowe, artystyczne, lekarskie, jak wielu stało się liczącymi się w swojej branży biznesmenami. To zmienia, unowocześnia obraz Polonii powodując, że żyje ona dziś o wiele bardziej normalnym rytmem. Polacy mieszkający w kraju nie mieli o tym do tej pory większego pojęcia. Dziś, dzięki książce Teresy Konopielko - która po raz kolejny wykonała olbrzymią, czysto społeczną pracę - mogą zobaczyć Polonię inną, zaś w jej tle także inną, powolutku zmieniającą się Rosję. Mam zresztą wrażenie, że ta Rosja zmienia się nie tyle w zgodzie z odgórnymi trendami politycznymi, co wbrew nim, pod przymusem, zaś jej katalizatorem i moderatorem jest postęp techniczny i cywilizacyjny euro-amerykańskiego świata. W wielu jednak sprawach obraz Rosji, jaki znamy z III części "Dziadów", "Ustęp", jest niestety ciągle aktualny. No, ale to temat na inną okazję...

- Pierwszy raz odwiedził Pan Sankt Petersburg w związku z promocją książki "Jak bucik bez pary". W audycji telewizyjnej, poświęconej wrażeniom z tego pobytu, mówił Pan o swoich odczuciach i literackich odniesieniach tej podróży. Czy bardzo różnią się one od wypowiedzi polskich petersburżan zawartych w książce?

Bernard Nowak:  Nie rozmawiałem z Polakami z Petersburga o literaturze, tym bardziej nie o rosyjskiej, trudno więc mi porównywać te rzeczywistości, Rosji literackiej i Polonii petersburskiej. Wydaje mi się - ale to tylko intuicja - że może być w polskich wypowiedziach do książki dużo więcej prawdy niż udało się jej przemycić do literatury okresu sowieckiego. Polacy petersburscy wypowiadają się w warunkach większej swobody niż Rosjanie, którzy pisali książki trzydzieści, czterdzieści lat temu. Nie chcę jednak zabierać na ten temat głosu, bo dość słabo znam literaturę tamtego okresu - poza klasykami jak Izaak Babel, Andriej Płatonow, Warłam Szałamow, Aleksander Sołżenicyn... no, lista kilkunastu nazwisk, plus wielka poezja, która jest przecież nie radziecka, lecz rosyjska. Chyba najwięcej dowiedziałem się o codzienności Związku Sowieckiego z książki Tamary Pietkiewicz, naprawdę wielkiej, wywołującej w polskim czytelniku spore poruszenie, ale to za mało, by porywać się na zestawienia. Poniekąd rozgrzesza mnie fakt, że również inni Polacy dość słabo znają rosyjską, wcześniej radziecką rzeczywistość literacką. Nie mam na myśli Polaków z Petersburga, ale tych, którzy tam od czasu do czasu bywają. Do symbolu urasta w tym względzie fakt, że nikt w konsulacie - poza jednym chlubnym wyjątkiem - nie tylko że nie miał pojęcia, że dwa domy obok mieszkał wybitny pisarz Jurij Tynianow (jest na budynku stosowna tablica), ale nawet nie wiedział, kto to ten Tynianow był.

  Przy tej kamienicy byłem świadkiem pouczającej sceny. Opartych o barierkę przy nocnym sklepie kłóciło się trzech kloszardów czy może tylko autochtonów tego dość ubogiego kwartału. Chciałem ominąć ich szerokim łukiem, bo można się było domyślać, co stanowi przedmiot ich sporu, z dużym prawdopodobieństwem taki sam, co kloszardów nad Sekwaną, ale w ostatniej chwili zmieniłem decyzję mówiąc sobie, że nie po to wpadłem na kilka dni do Rosji, aby kogokolwiek omijać... i zachowując dystans ucieczki swobodnie ruszyłem w ich stronę. Gdy byłem blisko przekonałem się, że kłótnia ma charakter literacki i dotyczy pewnego, dość erudycyjnego szczegółu. Jeden z tych panów twierdził, że profesor ze «Śmierci w Wenecji» nazywa się Aschenbach, drugi śmiał się z niego mówiąc, że Aschenbacha to była piwnica, do której trafił odmłodzony Faust z Mefistofelesem.

  A przy okazji... Skoro znów - i absolutnie zasłużenie - wróciliśmy do książki Tamary Pietkiewicz, to chciałbym zwrócić uwagę na pewien, bardzo symptomatyczny szczegół, zawarty w tomie "Żizn, sapożok nieparnyj". Jest to szczegół ukazujący, jak bardzo nasza mentalność - bo mamy z tym do czynienia też w Polsce - jest zsowietyzowana. Chcę położyć nacisk nie na jego jednostkowy, ale ogólny wydźwięk. Rzecz dotyczy mieszkania zajętego przez rodzinę, której ojciec, Polak, był wtedy sowieckim działaczem. Autorka i zarazem bohaterka imponuje czytelnikowi otwartą, rozliczeniową, przede wszystkim jednak szczerą postawą, co stanowi najsilniejsze uderzenie w to, co rozumiemy pod pojęciem homo sovieticus, a jednak umyka jej pewien fakt, ten mianowicie, że przecież jej rodzina zajęła cudze, opuszczone w pośpiechu, kompletnie urządzone "burżujskie" mieszkanie. Umyka też świadomość, że łączyło się to z cudzą krzywdą. Sprawa jest głębsza; rodzina w "naturalny" sposób uważała to wszystko za swoje, ba, nie kryła oburzenia, gdy z kolei inni, także prawem kaduka, przywłaszczyli sobie część ich "własności"!... To jest ten nasz spadek, związany z leninowską rewolucją, jeden z wielu elementów zsowietyzowanej świadomości.

- Książka "Polacy w Sankt Petersburgu" ukazała się w skromnej oprawie, bez zdjęć i dokumentów. My tu, w petersburskim środowisku Polaków uważamy, że konieczne jest drugie wydanie, poszerzone o brakujące materiały. A najbardziej potrzebne jest wersja rosyjska, niezwykle ważna dla nas - Polaków zamieszkałych nad Newą. Jako przedstawiciele naszego narodu wiele wnieśliśmy w rozwój metropolii, poczynając od kładzenia kamieni węgielnych miasta, a kończąc polską obecnością w postaci polonijnych organizacji społecznych, zespołów, klubów... Jak mówił błogosławiony Ojciec Święty: "Nie dajmy podcinać naszych korzeni". Czy w związku z tym ma Pan nowe petersburskie projekty?

Bernard Nowak: Wzniósłszy oczy do nieba powiem, że wszystko jest w ręku pana Radka Sikorskiego!... Jeśli znajdą się w ministerstwie fundusze, należałoby szybko przygotować drugie wydanie, właśnie z bogatym i interesującym materiałem fotograficznym, bo dopiero taka edycja będzie oddawać istotę fenomenu, z jakim mamy do czynienia w Sankt Petersburgu. Planowaliśmy wydanie z fotografiami, jednak w trakcie prac ilość tekstu się podwoiła, no i nie starczyło funduszy na edycję pełną.

  Tu nie chodzi tylko o to, że książka z fotografiami wygląda ładniej, jest bogatsza. W tym przypadku fotografie są równie ważne, jak tekst. Nie są komplementarne - są ekwiwalentne. Dokumentują to wszystko, o czym w książce jest mowa, ale też to, co zawiera się w dołączonym do niej dodatku. Ów appendix, pozostawiony sam sobie, to suche wyliczenie organizacji polonijnych, stowarzyszeń, szkół, chórów i zespołów, który nie wygląda na wiele więcej niż spis z książki telefonicznej. Tymczasem fotografie pokazują bogactwo tego, co się za tą skromną wyliczanką kryje. Pokazują konkretnych ludzi, miejsca (Dom Polski przy Sapiornym Zaułku!), dokumentują polonijne, o różnym charakterze, wydarzenia. Z tych zdjęć dałoby się złożyć osobny album, w którym oglądający znalazłby informację o tym, kto, gdzie, kiedy oraz z jakim skutkiem coś robił. Także z jakim wysiłkiem, bo przecież znakomita większość osób tej przymusowej często emigracji pracuje pro publico bono!... Gdyby wyjść z materiałem ilustracyjnym poza współczesność, ukazałby się olbrzymi wkład Polaków w cywilizacyjny dorobek Sankt Petersburga - doprawdy imponujący.

Specjalnie dla Gazety Petersburskiej Bernard Nowak z Lublina
w dniu Wielkiej Paschy 15 kwietnia 2012 r.
Gazeta Petersburska nr 10 (136), 2011/2012 r., s. 6-8

 Gazeta Petersburska - winietka



  Niesłychanie ważne jest, aby ta książka ukazała się w przekładzie na język rosyjski. Powiem truizm, warty jednak przypominania: nie ma innej drogi do normalności niż wzajemne poznanie się, zaś im ono będzie głębsze, tym mniejsza będzie wzajemna nieufność.

  Polacy z Sankt Petersburga dobrze o tym wiedzą. W wielu wypowiedziach mówią o przyjaźni z Rosjanami, ich życzliwości i zrozumieniu, zaczynając od sąsiedzkich, poprzez te zawarte w miejscu pracy, także w najtrudniejszych okolicznościach - w czasie wojny czy w łagrach. Nie trzeba używać wielkich słów, wystarczy, jeśli te kontakty mają zwykły, ludzki charakter, bo przecież w ostatecznym rachunku chodzi właśnie o to. Nie o "przyjaźń polsko-rosyjską", "zrozumienie między narodami", ale by w kimś mieszkającym pod tym samym dachem czy mijanym na ulicy widzieć kogoś jak my, tyle tylko, że z innymi doświadczeniami oraz uwarunkowaniami... które zresztą, w przypadku Polaków żyjących na emigracji są w wielu punktach wspólne. O tym, co różni, mówi mimochodem ta książka. Rozpoznanie tych różnic pozwala stronom nie tylko się lepiej rozumieć, ale stanowi też okazję do wzbogacenia osobowości. Polonusi z Sankt Petersburga są tego świadomi. Byłoby dobrze, gdybyśmy tą książką umożliwili Rosjanom przyswoić sobie identyczne doświadczenie.

  Tych różnic między narodami nie powinno się w żadnym przypadku zacierać, stanowią one nie tylko bogactwo, lecz są kamieniem węgielnym tożsamości. Bez nich wykorzeniamy się, stajemy się w najgłębszym sensie tego strasznego słowa "bezprizornym". O tym niebezpieczeństwie wielokrotnie mówił, także jako papież, Karol Wojtyła. Nie jest przypadkiem, że ostatnia książka Jana Pawła II nosi tytuł "Pamięć i tożsamość". Jego słowa, wypowiedziane na Westerplatte i w innych miejscach, stanowią memento nie tylko pod adresem emigracji: "Przyszłość Polski zależy od was - i musi od was zależeć! To jest nasza Ojczyzna. To jest nasze "być" i nasze "mieć". I nikt nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość naszego "być i mieć" nie zależała od nas. (....) To jest moja Matka ta ziemia!... To są moi bracia i siostry! I zrozumcie wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy mogą mnie nie obchodzić - nie mogą mnie nie boleć!...".

Redakcja Gazety Petersburskiej
wydawanej przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe "Polonia" w Sankt Petersburgu
(redaktor naczelna: Teresa Konopielko)



 Obchody Dnia Polonii w Petersburgu. Polonusi z marszałkiem Senatu RP Bogdanem Borusewiczem

Obchody Dnia Polonii w Petersburgu. Polonusi z marszałkiem Senatu RP Bogdanem Borusewiczem (w środku).
Teresa Konopielko - pierwsza z lewej.



 
 "Dialog Międzykulturowy" nr 3/2012 - okładka

 "Dialog Międzykulturowy" nr 3/2012, s. 17

DIALOG MIĘDZYKULTUROWY
MIGRACJE MIĘDZYNARODOWE
MASOWE PRZESIEDLENIA LUDNOŚCI
NUMER 3/1012

"Dialog Międzykulturowy" jest kwartalnikiem publikowanym przez Centrum Inicjatyw Międzykulturowych. Jego tematyka skupia się wokół interdyscyplinarnie podejmowanych zagadnień kultur świata, rozwoju globalnego, migracji międzynarodowych i praw człowieka. Obok numerów zwyczajnych, które odnoszą się do tych zagadnień w formie bloków tematycznych, publikowane są również wydania specjalne. Poświęcone są one wybranym dniom międzynarodowym. Czasopismo prezentuje idee, opinie, teorie naukowe oraz portrety wybitnych postaci. Działa poprzez upowszechnianie wiedzy z zakresu poruszanych zagadnień; budowanie idei tolerancji oraz wzajemnego szacunku wobec innych osób, kultur i narodów; tworzenie płaszczyzny wymiany poglądów oraz doświadczeń; patronowanie ważnym krajowym i międzynarodowym przedsięwzięciom, a także wpieranie świadomych oraz aktywnych postaw wśród jego czytelników. Ponadto informuje o znaczących przedsięwzięciach, wydarzeniach, publikacjach i stronach internetowych w kontekście poruszanych zagadnień. Na jego łamach publikują w głównej mierze osoby wywodzące się ze środowisk akademickich, dziennikarskich, a także reprezentujące organizacje pozarządowe, których działania wpisują się w zainteresowania pisma. Ukazuje się od 2011 r.

Recenzja książki "Polacy w Sankt Petersburgu" pt. "Matka Boska Petersburska"
autorstwa Małgorzaty Górskiej ukazała się w nr 3/2012 (s. 17) czasopisma.
Matka Polska Petersburska

  Myśląc o Polakach za granicą, mamy najczęściej skojarzenia z USA i krajami europejskimi, w których liczbę Polaków liczy się niekiedy w milionach. Natomiast zastanawiając się nad losami naszych rodaków na Wschodzie, od razu myślimy: Lwów, Wilno. Wszyscy mamy świadomość też, że Polaków w Rosji jest dużo. Najczęściej wówczas wspominamy czas zaborów, wojny i masowe przymusowe migracje na Syberię. W książce Polacy w Sankt Petersburgu pojawia się teza, że Petersburg to największe polskie miasto w Rosji. "Polacy byli w Petersburgu od zawsze" - pisze Teresa Konopielko (autorka książki). Rzeczywiście mało kto wie, że wielu Polaków (między innymi architekci, naukowcy) brało udział w tworzeniu i rozwoju miasta. Jednym z bardziej znanych jest na przykład Stanisław Kierbedź, architekt pochowany na Powązkach.   W książce prezentowane są sylwetki Polaków i Rosjan polskiego pochodzenia, którzy przyczynili się do powstania i rozwoju organizacji polonijnych w północno- zachodniej Rosji, w tym artystów, naukowców, architektów, nauczycieli, polityków, konsulów, wojskowych oraz zwykłych śmiertelników, którzy dołożyli swą małą cegiełkę do historii polonii rosyjskiej. Czy Petersburg ma prawo być nazywany największym ośrodkiem polonijnym w Rosji? Czy łatwo być Polakiem w Rosji? Czy warto nim być? Na te i podobne pytania próbują odpowiedzieć autorzy tekstów. Poznajemy zatem różne historie: nie tylko losy represjonowanych w latach 1937-1938 Polaków, wspomnienia z blokady Leningradu w latach 1941-1944, lecz także opowieści o "dobrych czasach", czyli latach 50. i 60. XX w., w których panował prawdziwy polski boom, a polska literatura, prasa, sztuka były ogólnodostępne i nawet na studia przyjeżdżało wówczas dużo polskich studentów. W publikacji są też prezentowane historie bardziej współczesne, przedstawieni zostają ludzie, którzy przyjechali do Petersburga do pracy lub tylko na chwilę i dopiero w trakcie pobytu zdecydowali się związać swoje życie z tym miejscem na dłużej. Emocje, wydarzenia, postacie występujące w książce są wciąż żywe i aktualne. Niejeden człowiek, czytając tę pozycję, mówi sobie: znam tego człowieka i miejsce, pamiętam ten dom, opisane wydarzenie. Wiele razy byłam świadkiem, również uczestnikiem, takich refleksji.

  W przedstawianej publikacji nie znajdziemy typowego bohatera czy bohaterów literackich, możemy za to trafić na szereg nazwisk ważnych dla polonii petersburskiej. Sądzę nawet, że każda wymieniona osoba figuruje tu jako swego rodzaju bohater - z uwagi na to, kim jest, co przeżyła, jak przez lata strzegła swojej tożsamości narodowej i czym zajmuje się teraz. Poznajemy historie prostych ludzi (ale i tych znanych w środowisku), którzy dzielą się faktami ze swojego życia, marzeniami, osiągnięciami, sukcesami, porażkami, a także - cierpieniem. Polska jest dla nich (w większości przypadków) miejscem odległym, dlatego też starają się zorganizować sobie ten mały kawałek Polski tam - w dalekim Petersburgu. Niejednokrotnie mówią, że czują się tak, jakby mieli dwie matki. Z jednej strony Rosja, ich dom, ukochane miasto Petersburg, a z drugiej - Polska, wzór doskonałości, związane z nim wspomnienia, dom, bliscy. Ciekawe jest to, że nie wszyscy z zaprezentowanych w książce chcieliby wrócić na stałe do ojczyzny, niektórzy nawet nie mówią po polsku. Mimo to czują się pełnowartościowymi Polakami. Jedna z osób pisze: "Nie mogą przecież wszyscy katolicy zmieścić się w Rzymie, podobnie jak wszyscy Polacy w Polsce". Te słowa uświadamiają nam, że nikt nie ma prawa oceniać, kto z nas jest bardziej polski. Poczucia i przynależności narodowej nie da się fizycznie zmierzyć ani tym bardziej porównać. Choć prezentowane postaci nazywają Petersburg swoim domem, to pamiątki związane z Polską przechowują jak relikwie (dokumenty tożsamości, w których widnieje rubryka narodowość). Każda wycieczka czy wyjazd do tego kraju wiążą się dla nich z ogromnymi emocjami, często wówczas pojawiają się łzy. Warto się zastanowić, czy z powodu innego miejsca zamieszkania mamy prawo odbierać im tożsamość narodową.

  Polecam tę książkę każdemu, kto wybiera się w północno-zachodnią część wielkiej Rosji. Jest to, rzecz jasna, niezła reklama Petersburga, ale przede wszystkim sądzę, że spotkanie z kimś, kto odkrył nam trochę swoich tajemnic, może okazać się dla czytelnika bardzo interesujące, tym bardziej że nie są to historie wymyślone na potrzeby rynku. Ci ludzie są prawdziwi, ich wyznania odznaczają się autentyzmem. Nierzadko też są bardzo osobiste. Niektóre z opisanych wydarzeń i sytuacji przypominają kartki wyrwane z czyjegoś pamiętnika. Wielu bohaterów wciąż można spotkać na ulicach Petersburga. Przede wszystkim jednak polecam tę książkę każdemu Polakowi mieszkającemu w Polsce. Myślę, że po lekturze wiele osób zaczęłoby dostrzegać piękno swojego kraju, a także nauczyłoby się szacunku i podziwu dla własnej ojczyzny i narodu. Prawdą jest, że doceniamy to, co mamy, dopiero wówczas, kiedy to stracimy i z własnego doświadczenia wiem, że nawet tymczasowa emigracja pozwala spojrzeć na pewne wartości z zupełnie innej perspektywy.
Małgorzata Górska
 
  Autorka recenzji jest absolwentką rusycystyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jej pasją jest Rosja. Język oraz kultura tego kraju sprawiły, że na pewien czas związała z nim swoje życie. Angażowała się w kilku organizacjach pozarządowych, między innymi w rosyjskiej organizacji Perspektivy, w której zajmowała się opieką nad dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną. Interesują ją stosunki polsko- rosyjskie, szczególnie w zakresie kultury. Obecnie współpracuje z "Gazetą Petersburską". Odbyła również staż dziennikarski w Centrum Inicjatyw Międzykulturowych.
"Gazeta Petersburska" jest miesięcznikiem, wydawanym przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe "Polonia" imienia Adama Mickiewicza w Sankt Petersburgu od grudnia 1998 roku. Ukazuje się w języku polskim i rosyjskim. Na łamach czasopisma gościli już Krzysztof Penderecki, Mariusz Wilk, Jerzy Czech, Janusz Leon Wiśniewski, Krzysztof Zanussi i inne znane osobistości polskiego pochodzenia.




 Złote Sowy (Goldene Eule) Polonii, 2013

 Teresa Konopielko, 2012



  Redakcja pisma polonijnego "Jupiter" - organu Klubu Inteligencji Polskiej w Austrii i Federacji Kongres Polonii w Austrii - po raz ósmy przyznała Złote Sowy (Goldene Eule) Polonii, czyli polonijne Oskary. Koncert galowy i wręczenie statuetek odbyło się 23.III 2013 r. w hotelu Artis w Wiedniu. W kategorii "Działacz polonijny" jedną z dwóch wyróżnionych osób była Teresa Konopielko (Rosja).

  Złote Sowy przyznawane są osobom wyróżniających się wśród Polonii nie tylko talentem i dokonaniami, aktywnością, kulturą osobistą, postawą moralną, ale i społeczną oraz życzliwością i umiejętnością współpracy z polonijnymi środowiskami; działającym ponad podziałami i broniącym dobrego imienia Polski i Polaków na emigracji. Dostają je "za pracę, talenty, radość jaką niosą innym swoim twórczym istnieniem" [za: Nowy Dziennik].

  O laureatce: absolwentka Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytetu Państwowego w Sankt Petersburgu. Ukończyła studia doktoranckie na Uniwersytecie Pedagogicznym w Sankt Petersburgu. Wykładowczyni języka rosyjskiego i literatury. Teresa Konopielko mieszka w Sankt Petersburgu od 1968 roku. Była współzałożycielką pierwszej organizacji polonijnej w Rosji w 1988 r. Długoletnia nauczycielka języka polskiego. Współinicjatorka I (i jedynego) Forum Organizacji Polonijnych w ZSRR. Współzałożycielka Szkoły Języka Polskiego w Petersburgu. Inicjatorka bardzo wielu przedsięwzięć kulturalnych promujących Polskę i Polaków na Wschodzie. Długoletnia redaktor naczelna jedynego polskiego miesięcznika kulturalno-oświatowego w Rosji "Gazety Petersburskiej", autorka książki "Polacy w Sankt Petersburgu", nazwana przez prof. Rajmunda Piotrowskiego «promotorem odrodzenia polskości w Sankt Petersburgu».









historia
katalog
serie wydawnicze
nowości
galeria

Jesteś w witrynie lubelskiego Wydawnictwa TEST;
osobne witryny to strona domowa Bernarda Nowaka i jego Przewodnika po Lublinie

Wydawnictwo TEST
Bernard Nowak - home
Lublin - przewodnik