Witryna Bernarda Nowaka 
 - skok do strony głównej
wydawca, redaktor i autor
o sobie
galeria
okruchy
oficyna
książki
Raymond Federman: Uśmiechy na Placu Waszyngtona

Podtytuł: (poniekąd romans)
Wydawnictwo ARTERIA, Lublin 2002,
ss. 152, ISBN 83-917659-0-3

Opracowanie graficzne:
Wydawnictwo TEST i Bernard Nowak
Skład, łamanie i korekta: Bernard Nowak
 Raymond Federman: Uśmiechy na Placu Waszyngtonu, Wyd. ARTERIA, Lublin 2002
Przekład i projekt okładki: Konrad Walewski
Rysunki: Jarosław Mankiewicz





Tytuł oryginału: Smiles on Washington Square
(A Love Story of Sorts), 1985



  Powieść Raymonda Federmana (1928-2009), jednego z bodaj najbardziej znanych amerykańskich pisarzy eksperymentalnych (twórca francusko-amerykański żydowskiego pochodzenia, jeden z ostatnich Wielkich Awangardzistów, symbol postmodernistycznego pisarstwa, zarazem jeden z pionierów "liberatury"), to mistrzowska wariacja na temat klasycznego romansu. Narracyjna gra z konwencją, lecz również pasjonująca historia związku, jego powstania dojrzewania i...

  Raymond Federman jest autorem powieści, opowiadań, poezji oraz prac teoretyczno-literackich. Jego debiut prozatorski w 1971 roku powieścią "Double or Nothing" okazał się ważnym wydarzeniem literackim w USA. Kolejne powieści: "Take It or Leave It" (1976), "The Voice in the Closet" (1979), "The Twofold Vibration" (1982), "Smiles on Washington Square" (1985), "To Whom It May Concern" (1990) oraz "Aunt Rachel's Fur" (1995) potwierdziły jego wielką klasę artystyczną, niezwykłą kreatywność formalną - Federman słynie z eksperymentów typograficznych i wymyślnych zabiegów narracyjnych - oraz ogromne poczucie humoru. W styczniu 2002 roku ukazał się w USA numer czasopisma "The Journal of Experimental Fiction" w całości poświęcony pisarstwu Federmana. W Polsce jego twórczość omawiała kilkakrotnie "Literatura na świecie" w numerach: 3/1977, 12/1983, 9/1984.

  Książka "Uśmiechy na Placu Waszyngtona" została nagrodzona prestiżową nagrodą The American Book Award w Stanach Zjednoczonych. Tłumaczono ją na wiele języków świata (francuski, grecki, hebrajski, holenderski, japoński, niemiecki, polski, rumuński, serbski, węgierski, włoski, a nawet chiński), a w Niemczech i we Francji długo nie schodziła z list bestsellerów. Ponadto w Niemczech pisarz odbył kilkakrotnie tourneé z zespołem jazzowym "Art de Fakt" i dał się poznać jak znakomity performer recytujący własne teksty, często specjalnie na tę okazję przygotowane.

(notę opracował jkw)



Fragment książki

  (...) Moinous mógłby mieć ze sobą parasol, a tym samym uniknąć deszczowej depresji. Parasole nie są aż tak drogie, nawet dla kogoś, komu właśnie brakuje nieco gotówki - jak jemu. To nic wstydliwego. To nie zbrodnia być spłukanym. Zazwyczaj to stan przejściowy - rzadko kończy się zgonem.

Jeden

  Historia Moinousa i Sucette. Historia ich miłości. Trzeba ją opowiedzieć. Intensywność jej nadziei. Furię jej warunkowego rozczarowania. Trzeba ją opowiedzieć, tak czy inaczej. Po raz pierwszy spotykają się w Nowym Jorku pewnego marcowego popołudnia. A może jest to luty. Nic nadzwyczajnego. Właściwie prawie się spotykają, gdy obojgu udaje się znaleźć w tym samym miejscu o tej samej porze. Ale tego dnia nie rozmawiają. Nie. Uśmiechają się do siebie, i tyle. Przelotny, porozumiewawczy uśmiech jak gdyby wiedzieli, że jest im przeznaczone spotkać się ponownie.

  Wystarczający to powód, aby wspomnieć o tym pierwszym spotkaniu poprzez uśmiech, nawet jeżeli Moinous i Sucette nie rozmawiają ze sobą tego dnia. Ale napotykają swoje spojrzenia - i to należy odnotować, bowiem później, gdy osiągną punkt kulminacyjny swego namiętnego związku, będą często wspominać ten błysk rozpoznania, ten spontaniczny kontakt oko w oko i uśmiechy, jakie wymienili na znak przyszłego przyzwolenia. Nie żeby to była miłość od pierwszego wejrzenia. Klasyczny miłosny grom z jasnego nieba. Byłoby to zbyt banalne. Niemniej jednak w owej prędkiej wymianie uśmiechów niemal natychmiast odczuwają potencjalną uczuciową więź. I to wystarczy, by nadać sprawom bieg, zwłaszcza że oboje są samotni tego dnia i oboje potrzebują ludzkiej wzajemności.

  Załóżmy, że jest wtorek, kiedy spotykają się po raz pierwszy. Prawie się spotykają. Załóżmy też, że pada. Leje jak z cebra - dla nastroju. Do licha, zawsze pada w nieszczęśliwych historiach miłosnych. W szczęśliwych zresztą też. Pewnie jest jakiś powód, choć niekoniecznie metafizyczny. Załóżmy jeszcze, że spotykają się na ulicy. Gdzieś pośród ulic Nowego Jorku, w centrum.

  Na Placu Waszyngtona. Tak, to właśnie tam spotykają się twarzą w twarz po raz pierwszy, gdy przypadkowo wpadają na siebie i wymieniają uśmiechy. Czysto przypadkowe spotkanie, tak jak wszystkie ważne spotkania, zwłaszcza te, które prowadzą do zaangażowania emocjonalnego. Ale może nie jest to wtorek. Raczej środa albo piątek. A właściwie co za różnica, w jakim dniu tygodnia się spotykają. Kogo to obchodzi. Lecz cóż to za dzień, cóż to za pamiętny dzień, w którym Moinous i Sucette prawie się spotykają.

  I oczywiście pada. Leje. To jedno jest pewne, inaczej cały nastrój diabli wezmą. Tak, leje jak z cebra.

  Sucette deszcz nie przeszkadza. Ma parasolkę. Poza tym deszcz zawsze wywołuje w niej sentymentalne konotacje. Ma to pewnie coś wspólnego z jej temperamentem. Sucette jest osobą, która pozwala naturze współczuć jej z powodu jej własnych nastrojów. Nie to, żeby pochodziła ze wsi. Wręcz przeciwnie. Jako wykształcona dama z Bostonu ucieka do natury wyłącznie w chwilach kryzysu. Tak jak po pierwszej aborcji, żeby dojść do siebie po doznanym szoku psychicznym. Albo podczas drugiego rozwodu. Pierwszy rozegrał się zbyt szybko, by pozwolić sobie choćby na chwilę sielskiej refleksji. Sucette najprawdopodobniej ponownie zwróci się ku naturze, z czystej konsternacji, kiedy w niedalekiej przyszłości umrze jej prababka ze strony ojca, pozostawiając jej całe rodzinne dziedzictwo.

  Moinous nie znosi deszczu. Głównie ze względu na swoje włosy i spodnie. Nigdy nie nosi nakrycia głowy, nigdy. Z wyjątkiem okresu służby wojskowej, kiedy wymagał tego regulamin. Te ohydne wojskowe czapki i niewygodne hełmy, które targały mu włosy. Nie nosi też parasola, nigdy. Jest więc przygnębiony, ponieważ ten cholerny deszcz psuje mu fryzurę. Ciemnobrązowe włosy, które zaczesuje do tyłu bez przedziałka, wprost na kark, z lekkim podwinięciem. Taki styl. Jest też nieco przewrażliwiony na punkcie kantów swoich spodni. Pozostałość z czasów wojska. Dwa lata w pieprzonych oddziałach spadochronowych. Tak, powołany na całe dwa lata. Wciąż żywe w pamięci - jest bowiem w cywilu zaledwie od kilku miesięcy. Jedne z tych marnych dwóch lat za granicą, na Dalekim Wschodzie. Które z pewnością pozostawiają ślad w młodym człowieku, takim jak Moinous - co w końcu odkryje Sucette. Odkryje tak dalece, że będzie krzyczeć z frustracji, później, kiedy się już zbliżą, i będzie mu się przyglądać, jak zapina koszule wieszając je w jej szafie, starannie wymierzając odległość pomiędzy wieszakami dwoma palcami i ustawiając każdy z nich pod tym samym kątem. Oto jak wojskowe życie wchodzi w krew. W każdym razie jego niechęć do deszczu, włosy, kant spodni, nawyki z armii, mogłyby wydawać się nieistotnymi szczegółami, które jednak wiele mówią, wiele ujawniają.

  Moinous mógłby mieć ze sobą parasol, a tym samym uniknąć deszczowej depresji. Parasole nie są aż tak drogie, nawet dla kogoś, komu właśnie brakuje nieco gotówki - jak jemu. To nic wstydliwego. To nie zbrodnia być spłukanym. Zazwyczaj to stan przejściowy - rzadko kończy się zgonem. Zwłaszcza w Ameryce, gdzie rozmaite nieoczekiwane i pomyślne okoliczności mogą wydobyć takiego faceta, jak Moinous z koszmarnych trudności finansowych. I kto wie, może dziś właśnie jest jego szczęśliwy dzień, pomimo deszczu.

  Tak, Moinous mógłby chodzić z parasolem w deszczowe dni, nawet z używanym, ażeby unikać popadania w podły nastrój tylko dlatego, że zmokły mu spodnie i włosy. Wiele osób chodzi z parasolami w Nowym Jorku, w marcu lub w lutym. Podobnie w większości wielkich europejskich miast. W Londynie, Paryżu, Hamburgu, Kopenhadze, Amsterdamie. O tak, w Amsterdamie, gdzie wiecznie jest mokro. Moinous jest na tyle kosmopolityczny, by to wiedzieć, pomimo swojej obecnej sytuacji. Zapewne jeszcze nie zwiedził wszystkich tych fascynujących miast, ale być może pewnego dnia uczyni to. Wraz z Sucette. O, byłoby to wspaniałe.

  W końcu Moinous urodził się w Europie. Tak, w Paryżu, gdzie mieszkał - lub raczej zmagał się z życiem - póki nie skończył osiemnastu lat i nie wyemigrował do Ameryki z powodów, które w końcu wyjaśni Sucette, gdy się lepiej poznają i gdy ona zacznie pytać o jego przeszłość. Sucette nie należy do osób wścibskich, ale skoro ma angażować się w związek z cudzoziemcem, chciałaby wiedzieć co nieco o jego pochodzeniu. Zaś fakt, że Moinous urodził się we Francji, należy wspomnieć w tym właśnie miejscu - dla uniknięcia dalszych niejasności i zbędnych, sięgających wstecz wyjaśnień.

  Oznacza to, iż Moinous mówi po angielsku z akcentem. Okropnym francuskim akcentem, który jednak większość rodowitych Amerykanów uważa za powabny i czarujący i który zjednuje mu przychylność w niektórych sytuacjach towarzyskich.

  Kiedy jedyny raz Moinous kupuje parasol, z czystej desperacji, a może chcąc nabrać poczucia bezpieczeństwa, kosztownego składanego knirpsa z czarnym jedwabnym pokrowcem i skórzaną rączką, zapomina zabrać go z kina przy Czterdziestej Drugiej Ulicy, gdzie często spędza popołudnia w deszczowe dni - i przysięga nigdy więcej nie kupować nowego parasola. Szkoda. A poza tym, kiedy parasol zostaje już raz wprowadzony do romansu, pozostaje w nim aż do końca i rychło nabiera kłopotliwych, symbolicznych znaczeń. A to dlatego, że według Freuda podświadoma aktywność umysłowa jednostki wyraża się nie tylko w obsesyjnych myślach, lecz również w obsesyjnych obrazach. Później mogłoby to znacznie skomplikować sytuację pomiędzy Moinousem i Sucette. Toteż woli on znosić deszcz bez parasola, nawet jeżeli wprawia go to w podły nastrój.

  A jest z całą pewnością pogrążony w depresji tego dnia, gdy on i Sucette uśmiechają się do siebie. Sucette też, choć z innych powodów. Moinous, ponieważ jest bez pieniędzy, bez pracy i grozi mu eksmisja z jego umeblowanego pokoju na Bronksie. Sucette, ponieważ jej życie zdaje się osiągać psychiczny impas. Oboje, rzecz jasna, nie są tego świadomi, gdyż tego dnia nie rozmawiają ze sobą. Nie znaczy to jednak, że nie są w stanie osiągnąć pewnego emocjonalnego zbliżenia. W każdym razie fakt, że Moinous jest bez pracy, sprawia, iż może uśmiechnąć się do Sucette w dzień powszedni, a nie w weekend. (...)

Raymond Federman



o sobie
galeria
okruchy
oficyna
książki

Jesteś w witrynie lubelskiego wydawcy i pisarza, Bernarda Nowaka;
osobne witryny to strona jego Wydawnictwa TEST i jego Przewodnika po Lublinie

Wydawnictwo TEST
Bernard Nowak - home
Lublin - przewodnik